poniedziałek, 6 października 2014

Nieco powrotu?

Tak sobie siedzę pisząc jakiś głupi program na Metody Numeryczne (szukanie zer wielomianów metodą stycznych z deflacją czynnikiem liniowym. Dziedzina rzeczywista) i aż mi ręce opadają. Komputery w ogóle nie potrafią liczyć. A już na pewno nie ta metoda. W ogóle iteracyjne szukanie jakiejkolwiek wartości potrafi zepsuć humor na cały wieczór.

O co chodzi:
Weźmy f(x)=x^3.
Każdy widzi, że jak podstawimy x=0 to nam wyjdzie 0^3=0.
Niestety komputer tego nie wie dopóki nie sprawdzi. No i powiedzmy że miejsce zerowe nie jest takie ładne tylko wynosi 1.123534. Podstawianie każdej kolejnej wartości nieco mija się z celem i nigdy by się nie skończyło :)
Metody iterowane korzystają z pewnych algorytmów, które przy każdej kolejnej iteracji(przybliżeniu, zastosowaniu algorytmu) przybliżają nasz wynik do prawdziwego miejsca zerowego.

No i niestety tak się składa, że takie metody generują błędy. Tzn zamiast wyniku 0 możemy otrzymać 0.00000001, albo -0.0000000009. Niby blisko, ale jeśli chcemy tego używać w kolejnych obliczeniach to wszystko nam się sypie.
Przykład: wyżej wspomniana funkcja f(x)=x^3.
Po jednym zastosowaniu tej metody dostajemy nie taki zły wynik, coś koło zera, ale: po...hmm.... skróceniu(deflacja czynnikiem liniowym/dzielenie przez dwumian ;) ) .... otrzymujemy wielomian taki: g(x)=x2+0.0000001x+0.00001 >.>

Ta funkcja nie ma już miejsc zerowych, a powinna.*


I tak właśnie sobie siedzę i piszę te głupoty zamiast zająć się czymś zabawniejszym...


* Mowa o pierwiastkach rzeczywistych, bo tylko takie mieszczą się w dziedzinie ;) Liczbom zespolonym mówimy dzisiaj raczej nie :D

środa, 19 lutego 2014

Volkengard - ponowne starcie!

Tytułem wstępu: udało mi się dzisiaj zagrać kolejne starcie w kampanii. Moim przeciwnikiem byli Eldarzy Maćka. Powszechnie uważani za silną armię, a do tego podobno dzień wcześniej ta sama rozpiska rozgniotła wraithwing jego znajomego... Mind/troll-warfare wżerał się w umysł, lecz udało się nie popaść w kompletną panikę :)

--------
Rozstawienie Necrońskich sił w pierwszej turze.


Naprzeciw siły Eldarskie


Okolicą zatrząsł odgłos wybuchającego pancerza, kiedy Barka Anihilacji straciła swoje osłony i wybuchła wypuszczając w niebo słup dymu. Wola Anubisa - w uzupełnionym składzie - ponownie została przydzielona do misji na terenie Volkengardu. Widocznie phaeronowi Merenre mocno zależy na powodzeniu misji, bo na dowódcę wyznaczył jednego ze swoich Arcylordów - najpotężniejszych z jego sług. Wojownicy zabezpieczyli wyznaczony im obszar i rozpoczęli ostrzał wroga. Na skraju pola widzenia przemykały się Upiory Canopteku. Sensory dźwiękowe odbierały huki  miotanych przez gaussowskie uzbrojenie oddziałów, a powietrze przecinały zielone pioruny.
Wola Anubisa zabezpieczająca cel misji i ostrzeliwująca wrogi oddział.


Niefortunny ostrzał-szybki wrak

Po pięciu minutach kanałem dowódczym popłynęły alarmy i protokoły awaryjne - Arcylord zginął! Tuż po samotnej szarży i zniszczeniu wrogiego transportera dowódca padł ofiarą wrogiej salwy.

Nie lubimy broni z AP2...
Jednocześnie na drugiej flance awarii uległy protokoły komunikacyjne Upiorów Canopteku i zostały one zniszczone

Takich słabych rzutów dawno nie widziałem...


Nadchodzą posiłki!

Na szczęście w odpowiednim momencie przybyła Kosa Zmierzchu desantując na powierzchnię oddział Nieśmiertelnych, którzy celną salwą rozgromili wrogi oddział i kontynuowali marsz w kierunku celu misji.

...


- Panie, twój Arcylord zginął, lecz cel został zabezpieczony. Wrogie siły są w odwrocie.
- A cel?
- Zabezpieczony. Nasze oddziały zabezpieczyły pozycje i teraz transportują ...[Cenzura]... na nasz okręt.
- Dobrze. Nasz cel już jest blisko....







poniedziałek, 17 lutego 2014

Ruiny Volkengardu - pierwsze starcie!

-Gdzie to się znajduje?
-W samym centrum, phaeronie. Szwadrony Kos Śmierci wykryły obecność naszego celu terenie Pałacu. Prawdopodobnie okopały się tam pancerne oddziały Krwawych Aniołów.
-Natychmiast wyślijcie oddziały przeciwpancerne! Naszym, phaerona Merenere Bakare, życzeniem jest, aby cały tamten obszar spłonął! Ma się nie ostać kamień na kamieniu, ani żadna żywa dusza!
-Tak jest panie. Lord Niszczycieli Anubis już wyrusza w drogę....



37 minut później...

Początkowe rozstawienie sił Necronów


Krwawe Anioły również nie próżnują i umacniają pozycje.


Pierwsze strzały z blasterów Gaussa rozległy się niezwłocznie po przybyciu transportowej Kosy Zmierzchu. Grupa Nieśmiertelnych połączonych mentalnie ze swoim dowódcą rozpoczęła ostrzał najbliższych przeciwników. Z każdej strony dobiegały już odgłosy walk. Dym powoli unosił się do nieba z wraków wrogich pojazdów. Nie na darmo Anihilacyjna Barka nosiła swą nazwę! Niszczyciele Teslowskie zamontowane na jej pokładzie miotała pioruny topiąc i dziurawiąc pancerze wrażego ciężkiego wsparcia.


Niepowstrzymany Marsz

Kosa Zmierzchu i desant Nieśmiertelnych

Starcie dowódców - oj biada wam Astartes. Zemsta za Lorda Anubisa będzie sroga!!

Zastępy Wojowników maszerowały w kierunku celu - dwóch budynków bronionych przez oddziały wroga. Cały czas prowadziły nieprzerwany ostrzał niszcząc kolejne pojazdy i przerzedzając piechotę. Na nieszczęście Lord Anubis padł w starciu z wrażym Rekluzjarchą, który razem ze swoim oddziałem zakończył właśnie eliminację Upiorów Canopteku.

Porażka Adeptus Astartes wydaje się już przesądzona.

Bohaterski Rekluzjarcha jako ostatni pozostał na polu bitwy.

Ostatnie chwile dowódcy, wielu dobrych necronów straciło swoje nie-życie w starciu z nim.


30 minut później...

-To koniec panie. Cel został wypełniony.
-Ktoś uciekł?
-Nikt panie. Zniszczyliśmy każdą żywą duszę i wysadziliśmy wskazane budynki.
-Bardzo dobrze... Nikt nie będzie nam psuł naszych planów. Zwłaszcza śmiertelni.



PS. Używam nazwy Kosa Zmierzchu, bo GW nie potrafi używać tłumaczy, a nie chcę używać angielskich nazw.

PS2. Ruiny Volkengardu to nazwa kampanii w której biorę udział i o której zapomniałem wspomnieć >.>

niedziela, 16 lutego 2014

The Voice of Poland!



Nie, nie brałem udziału, ale dane mi było znaleźć się na widowni ;)
Po raz pierwszy brałem udział w nagrywaniu czegoś takiego, więc dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy o programie i ogólnie o programach tego typu.

Dla nieoglądających telewizji (co na pewno wyjdzie im na zdrowie): program muzyczny, w którym zawodnicy prezentują swój talent trenerom, którzy poprzez naciśnięcie przycisku wyrażają chęć wzięcia ich do swojej drużyny, którą potem ćwiczą. Cały występ odbywa się przy odwróconych tyłem fotelach: dopiero po naciśnięciu przycisku trenerzy zobaczą zawodnika. W kolejnych odcinkach zawodnicy odpadają, aż zostanie jeden :)

Pierwsza rzecz na którą zwróciłem uwagę: Całość to jeden wielki fotomontaż :D
W pewnym momencie nagrywaliśmy kilkanaście różnych oklasków przy różnych światłach i w różnych pozach (na siedząco, na stojąco). Najbardziej rozwalił mnie moment kiedy chcieli nagrać klaski połączone ze śmiechem w razie jakby trzeba było puścić do żartu jakiegoś prowadzącego, czy jak tam się nazywa tych gości co siedzą na fotelach.

A propo foteli: moment ich odwracania po występie zawodnika również był powtarzany ze dwa razy. Jeśli ktoś miałby okazję oglądać: poczekajcie aż zobaczycie ujęcie na fotele centralnie od przodu: to na pewno fejk. Kamerzysta stałby w miejscu gdzie występuje zawodnik, więc na 100% było to nagrywane przy powtarzaniu (widziałem! :P ).

Żeby oddać sprawiedliwość: zawodnicy rzeczywiście byli traktowani profesjonalnie. Żadnych powtórek z ich udziałem, każdy dostawał oklaski od publiczności nawet jeśli żaden z trenerów się nie odwrócił - chyba nawet większe niż Ci, którzy dostali się do jakiejś drużyny. Bardzo mi się to podobało

Z innych szczegółów: bardzo podobała mi się atmosfera na planie. Mini żarciki, bez żadnej spiny, wszyscy na luzie. Szczerze chciałbym pracować w miejscu, gdzie jest taka atmosfera. Widać było jednocześnie profesjonalizm i wyluzowanie, co (moim zdaniem) często trudno pogodzić.

sobota, 1 lutego 2014

Sesja wzywa!

W tym tygodniu dostałem upragnioną paczkę z częściami do kompresora...
No i niestety czekała mnie mała porażka :D

W wielkiej swej głupocie, jakimś cudem nie zamówiłem jednej części. Zamiast 3 przejściówek z 1/2 na 1/4 cala zamówiłem tylko 2. W wolnej chwili będę musiał pojechać do jakiegoś obi, albo zamówić z allegro - ale to dodatkowe koszty.

Drugą sprawą jest gwint od butli gazowej - tutaj kompletny facepalm. Okazuje się, że butla gazowa jest gwintowana w drugą stronę xD Czyli jak normalny gwint nakręca się w prawo, to ten do butli powinien być nakręcany w lewo. Oczywiście mam zły, więc o żadnym nakręcaniu nie było mowy. Postanowiłem jednak pobawić się w pewne ulepszenia :D Poczytałem nieco internety i znalazłem rozwiązanie: zalutować szczelinę. Jednak żeby mieć jakąś szczelinę do lutowania trzeba najpierw jakoś tą redukcję założyć: w ruch poszła szlifierka kątowa, która pozbawiła butlę gwintu i da się normalnie (ale z pewnym oporem) nakręcić redukcję na płaski metal.

zabawy ze szlifierką zawsze spoko

Poszło całkiem nieźle, jednak lutowanie znowu zakończyło się porażką :D Bez kalafonii cyna w ogóle nie chce trzymać się metalu. Albo mam dwie lewe ręce i nic nie umiem zrobić, albo faktycznie brakuje tej kalafonii :)

Do kupienia: taśma teflonowa(do reszty gwintów), kalafonia, redukcja 1/2 na 1/4 cala. Przesyłka z allegro wyjdzie pewnie mega drogo, więc równie dobrze mogę poszukać tego w obi czy castorami. Niestety taka wycieczka zajmie zbyt dużo czasu: muszę poczekać do końca sesji, aż będę mógł spokojnie odetchnąć i rzucić algebrę, analizę i elitm w kąt.

A na razie: Niechaj przestrzenie wektorowe będą z wami! :D

PS. Nadal eksperymentuję z ustawieniami aparatu, więc reszta zdjęć jest po prostu do dupy. Może w końcu coś jakoś ogarnę :P

niedziela, 26 stycznia 2014

Warp Talons

:D


Pozwoliłem sobie pożyczyć zdjęcie z serwisu GW, bo to właśnie tutaj pierwszy raz ich zobaczyłem i od razu mnie urzekli.
Stali się jednymi z moich ulubionych modeli w całym Warhammerze 40k.
Po pierwszym bliższym oglądnięciu stwierdziłem, że po prostu muszę je kiedyś kupić ;)
Zrobiłem to przy okazji zaopatrywania się w Immortali, którzy czekają właśnie na zalanie form ( ostatnie resztki silikonu, mam nadzieję, że starczy ).

Szczęśliwym trafem akurat na Glorii w Kąciku Słodowego zaczyna się Play-mini of the Month w tematyce Fast Attack. Jako, że moi chaośnicy należą do tej kategorii, to bez wahania ich zgłosiłem. Co prawda jeden ma już zaczęte malowanie, ale organizator powiedział, że nie ma z tym problemu.

Mam nadzieję, na zaliczenie wszystkich egzaminów w sesji w pierwszym terminie, więc powinno mi zostać sporo czasu na pomalowanie wszystkich z nich :)

Ogólnie schemat jest prosty: Moot Green (GW) jako kolor bazowy, do tego Vallejo Gunmetal Blue na części pancerza(te co są złote na zdjęciu) i gdzieniegdzie Gehenna Gold (GW). Do tego jakieś washe (mam tylko czarny :P )

Na razie ten pierwszy zaczęty prezentuje się świetnie, ale pokażę go dopiero jak będzie cały skończony :)


sobota, 25 stycznia 2014

Podziemny Grobowiec przebudza się :D

Hej!
Witam w przyjemny sobotni wieczorek. Obiecałem wpis z budową kompresora, lecz niestety dzięki pewnym złym osobom się to nie uda! :(
Mowa tutaj o niecnych planach pracowników TEGO sklepu...
Zamówienie u nich złożyłem 2 stycznia bieżącego roku... Tak... To ponad 3 tygodnie temu!! Po tygodniu łaskawie zadzwonili, że już wysyłają fakturkę do opłacenia. Oczywiście była z błędami. Poprawiona kolejnego dnia. Oczywiście z błędem, którego nie poprawili. Do zapłacenia była napisana suma trzykrotnie mniejsza niż powinna. Na zapytanie o co chodzi odzewu nie było. Zapłaciłem. Ze 2-3 dni później telefon: coś jednak było nie tak, proszę dopłacić...
Dopłacone w końcu.
Kolejny telefon: jutro wysyłamy, wszystko już jest ok (to było z tydzień temu).
Nie dostałem żadnego maila z numerek przesyłki do śledzenia (kurier), paczki w domku nie ma. W odpowiedzi na mojego maila dostałem wiadomość (w ostatnią środę), że czegoś im brakowało. Dostawa będzie w czwartek( 23 stycznia), od razu wyślą, więc w piątek będzie wszystko u mnie.... >.>

Tyaaa. No ja nic jakoś nie widzę. W poniedziałek pani z obsługi chyba dostanie niezłą wiązankę.
W sumie to najchętniej bym cofnął zamówienie i kupił wszystko gdzie indziej. Problem jest jedynie taki, że już zapłaciłem i zwrot trwałby pewnie z tydzień, jeśli nie dwa. No i do tego: ten sklep jako jedyny który znalazłem posiadał w swojej ofercie - i do tego w całkiem niezłych cenach - wszystko czego potrzebuję do dokończenia budowy kompresora.

Mowa przede wszystkim o wszelkich przejściówkach, trójnikach pneumatycznych, wężyku, końcówce do szybkozłączki, odwadniaczu powietrza.

Jednak głupio tak nic nie napisać, więc zrobiłem kilka zdjęć mojej całej armii
W ostatnim czasie doszło do niej dwudziestu prawie-Warriorów: same nogi i tułowia, oraz 5ciu Lordów. Zapraszam do oglądania ;)

Najpierw nieco rzutu ogólnego, niestety prawa flanka wyjechała mi poza kadr :(
Doskonale znani Lychguardzi:

 Immortale, uwielbiam te ich zieloniutkie karabiny :D
 Warriorzy ze skończonymi podstawkami. Podstawki: proste i efektowe, ze świetnym stosunkiem jakość/wkład pracy :D
 Kolejni Warriorzy, jeszcze bez skończonych podstawek:
 Pięciu nowych Lordów. Oczywiście czwórka z nich nie ma rąk. Ten środkowy to kupiony pomalowany metal. Reszta produkcja własna :)
 Lekkie zbliżenie na zagubioną prawą flankę:
 A teraz zdjątko czegoś, co miało być Destroyer Lordem. Teoretycznie jest dobrej długości, ale w porównaniu do normalnych figurek wygląda strasznie masywnie i nie jestem pewien, czy to przypadkiem nie jest lekki "overkill" :D

No i na koniec: Krwawy Demon Khorna i bohaterski Lord szarżujący na niego:
Ku chwale Phaerona!


Pozdrawiam, miłego wieczora! :)

PS. Znalazłem plany do budowy Monolitu z kartonu :D

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Projekt Kompresor

Wybaczcie drodzy czytelnicy, że dopiero teraz otwieram taki projekt, lecz wcześniej po prostu nie było po co ;)

Mój zbiór figurek powoli się powiększa ( o czym następnym razem ;), a malowanie pojazdów pędzelkiem słabym rozwiązaniem jest, więc postanowiłem jakiś czas temu zaopatrzyć się w to narzędzie jakim jest aerograf ;)

Sam aerograf drogi nie jest (oczywiście mowa o tanim chińczyku), ale do niego niestety trzeba mieć kompresor.
Wybór jest szeroki, od małych pierdziawek, po potężne sprężarki z kilkudziesięciu-litrowymi zbiornikami ;)

Tak w sumie to na pewno znalazłbym sobie jakieś rozsądne urządzonko w przyjemnej cenie, lecz... niestety wszystkie te kompresory są dosyć głośne. Widziałem filmik na którym ktoś włączał nieduży kompresorek, a i tak robił sporo hałasu.

Rozsądnym wyjściem z takiej sytuacji jest zrobienie sobie kompresora samemu ;)
Urządzenie takie nazywa się lodówkowiec - od używanego agregatu lodówkowego. Jest to niewielkie urządzonko, które nie dość że całkiem sprawnie tłoczy powietrze, to jeszcze hałas w porównaniu do innych jest po prostu niezauważalny, więc praca w moim pokoiku, nawet w środku nocy powinna być nie do usłyszenia nawet z pokoju obok :D

Oczywiście przy okazji przydałoby się przyciąć ceny :D Postanowiłem sobie, że zamknę się w 250 złociszach z całością. W tym koszt aerografu. Nie jestem pewien czy mi się uda, bo już jestem niebezpiecznie blisko granicy, ale nie jest tak źle ;)

Rzeczy które już mm w domu:
- Aerograf :D Nie działa bez źródła powietrza, ale kupiłem jako pierwszy i nie żałuję: W tym swoim pudełeczku wygląda świetnie xD

- Zawór zwrotny - pierwszy ważny element całej instalacji - zapobiega wracaniu powietrza z naszego pojemnika do agregatu. Pomaga to zwiększyć żywotność urządzenia, jak też po prostu (w wypadku dużych ciśnień) pozwala na ponowne włączenie. W przypadku słabszych urządzeń może być z tym problem jeśli w pojemniku jest ciśnienie.

- Presostat - mózg naszego lodówkowca i jednocześnie najdroższa część. Jego zadaniem jest kontrola działania agregatu - włącza go, gdy ciśnienie jest niski i wyłącza, gdy jest ono wysokie. Ja kupiłem w zestawie z kolektorem, dwoma manometrami, reduktorem i szybkozłączkami :)

-Zbiornik powietrza - docelowo mam zamiar użyć dwóch gaśnic 1kg i gazowej butli turystycznej znalezionej w piwnicy, jednak na razie zamontuję samą butlę i zobaczę czy to w ogóle działa :D Z gaśnicami jest ten problem, że mają one niestandardowe gwinty, przez co trzeba się z nimi bawić w przyspawanie dobrego gwintu.

- Agregat lodówkowy - przywieziony z garażu dziadka, "trochę" pordzewiały z zewnątrz, ale działa - brzęczy i wydmuchuje powietrze :D

Cała reszta - złączki, przewody, przejściówki jest w drodze, powinno być na dniach :D Więc jeszcze w tym tygodniu na pewno wrzucę relację z budowy tego (mam nadzieję) wspaniałego urządzenia! :D

A na razie - tehaiks for ridink/łaczink i do zobaczenia ;)


czwartek, 16 stycznia 2014

Odlewanie modeli, a sprawa Polska

Ostatnie zakupy natchnęły mnie do małych przemyśleń na ww. temat. Nie ukrywam, że odlewanie przede wszystkim znacznie ogranicza koszty zabawy w zbieranie armii, ale też samo w sobie stanowi dla mnie niezłą zabawę ;)

Mała podstawa prawna wyniesiona z lekcji szkolnych:
Istnieje coś takiego jak dozwolony użytek własny. Cytując: "Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego."
Przeszukując internety można znaleźć wiele rozmów i debat na ten temat. Indywidualność każdej sprawy i mnogość interpretacji przepisów pozostawiają wiele pola do manewru. Chcąc zapewne można by udowodnić wszystko: "Zły użytkowniku! Powielając nasze modele doprowadzasz ten świat do chaosu i niszczysz jedność/kulturę/państwo/gospodarkę!".

Od razu warto rozdzielić dwie sprawy: odlewy na sprzedaż i dla siebie. Te pierwsze na pewno są i będą nielegalne. Zresztą: nie dziwię się i uważam, że tak powinno być. W końcu nie po to producenci zatrudniają rzeźbiarzy i im płacą, żeby potem ktoś inny odlewał ten sam produkt i sprzedawał go taniej, co nie?

A co jeśli odlewamy w celach prywatnych? Teoretycznie można powielić chroniony prawe autorskim utwór do użytku własnego. Rozważmy pewną sytuację: kupuję płytę i powielam ją sobie. Jedną mam do domu,a drugą do samochodu. Sytuacja jest w pełni legalna. Druga sytuacja: kupuję paczkę Necron Warriorów: w opakowaniu sztuk 12. Jednak powielam ich sobie i wystawiam w bitwie sztuk 40. Jak bardzo różni się to od pierwszej sytuacji? Niby używam tych i tych modeli jednocześnie, więc sytuacja jest nieco inna. Ale z drugiej: zamiast kupować dwie płyty, kupuję jedną i powielam. Zamiast kupować 40 Warriorów kupuję ich 12 i powielam.

Albo jeszcze inaczej: pieseł/koteł zeżarł mi 15 rąk - akurat składałem 30 figurek i nagle połowa jest niepełnosprytna. Biorę odpowiednie materiały: odlewam. Jak bardzo to legalne? Teoretycznie to samo co sytuacja powyżej. Na własny użytek powielam części. No ale idąc dalej: kolejnego dnia pieseł zżera 15 par nóg - powielam. Kolejnego: 15 głów i broni: powielam, kolejnego: 15 torsów - powielam.
Koniec końców odlałem 15 figurek. I co teraz? jestem zły i niedobry, bo od początku powinienem był kupić nowe pudełko? Czy po prostu neguję straty generowane przez czynniki losowe?
Idąc krok dalej: pies zżarł mi kasę z portfela: zamiast kupić 3 paczki Immortali odlewam ich i koniec końców straciłem tyle samo kasy i mam tyle samo modeli.
Krok dalej: Nie zarobiłem tych pieniędzy, więc z miejsca lecę po silikon i żywicę i odlewam sobie armię.

Moim skromnym zdaniem - co potwierdzają przeczytane rozmowy w internecie - granica prawa w tym przypadku nie istnieje.

No i nie oszukujmy się: Jeśli miałbym wybór kupić 50 warriorów, albo ich nie kupić, to wybrałbym drugą opcję. Jasne, że można kupić dwa oddziałki i dowódcę i na tym zakończyć, ale nie oszukujmy się: jaka jest frajda w walczeniu ciągle tymi samymi modelami w takim samym ustawieniu? Praktycznie żadna.
Chcąc złożyć sensowną armię na jakieś 1850pkt wydałbym około 250(lordy+crypteki)+400(2xwarriorzy i 2x immortale)+300(2x wrajty)+800(4xNS+3xbarka)=1750zł (a i tak sporo punktów jeszcze mi zostaje, liczyłem na oko)
suma sumarum wychodzi drożej niż 1zł/punkt.

Odlewając np immortali wychodzi śmieszny koszt 3-4zł na figurkę zamiast 20. I tak za cenę jednej paczki(gdzie jest 5 modeli!) mogę odlać z 20-30 sztuk.

Jeszcze a propo kwestii opłacalności: przeznaczając czas zużyty na pracę przy mojej standardowej stawce za korepetycje miałbym wszystkie modele ze 3x szybciej...No ale praca nad modelami, a ślęczenie nad matematyką z jakimś gościem który nie rozumie co do niego mówię to dwie zupełnie różne rzeczy ;)


środa, 8 stycznia 2014

Jacek Dukaj - Inne Pieśni

Wszyscy tak się chwalą swoimi prezentami gwiazdkowymi to i ja się pochwalę :D

Witam w tą piękną noc (piszę to, gdy za oknem ciemnica :D ) i zapraszam do lektury małej recenzji.

Z Jackiem Dukajem - autorem wielu książek sci-fi i fantasy - a właściwie z jego twórczością zetknąłem się raptem kilka lat temu. Szukałem w bibliotece grubej książki na pobyt w szpitalu i znalazłem to, czego szukałem: Lód.
Książka gruba - chyba z 1000 stron. Do tego pisana zawiłym językiem. Jednak już po pierwszych 200 stronach całkiem mną zawładnęła. Wartka akcja, chociaż tak właściwie mało co się dzieje. Wspaniałe opisy, no i cudowne dialogi - uważam, że Dukaj ma wspaniałą umiejętność genialnego przedstawiania postaci w dialogach i zachowaniach. Każda z napotkanych na drodze postaci jest wyraźna, nie czuć szmiry i klonowania schematów. Co dobre - wszystkiego o świecie dowiadujemy się z perspektywy bohatera. Informacje są nam skąpo wydzielane i tylko podsycają ciekawość sprawiając że nie można oderwać się od lektury. Autor umiejętnie odpowiadał na moje pytania sprawiając, że w chwili poznania odpowiedzi na jedno pojawiały się dwa kolejne ;)

Wciągnęło mnie do głębi. Każda z książek tego autora stanowi odrębny świat. "Lód" - zlodowacona Rosja, Sybir. "Inne Pieśni" - pseudogreckie średniowiecze. "Perfekcyjna Niedoskonałość" - trudno opisać w kilku słowach. Na razie zadowolę się napisaniem, że jest to podróż w przyszłość, gdzie żaden człowiek nie musi nic robić, tylko korzystać z życia. No, o ile nie zechce ewoluować, wtedy będzie już musiał powalczyć z politykami :)

Nie mam swojej ulubionej książki wśród dzieł Dukaja, ale podium na równo zajmują trzy tytuły:
"Lód"
"Perfekcyjna Niedoskonałość" i
"Inne pieśni"

I właśnie tą trzecią pozycję znalazłem wśród gwiazdkowych prezentów :D

Trudno napisać cokolwiek konkretnego nie zagłębiając się w treść książki. Od samego początku jesteśmy bombardowani nowymi słowami, które nic nie znaczą, dopóki sami nie odkryjemy ich znaczenia. Nikt tam nie wyjaśnia kim jest esthlos, strategos, czy kratistos. Wszystkiego dowiadujemy się sami spoglądając na świat oczami... no, nazwijmy, że byłego wojskowego, który zniszczony psychicznie powoli wraca do życia prowadząc kompanię handlową w Vodenburgu.
W ciągu kilku lat akcji książki powraca do swojego starego życia, ba, nawet przerasta samego siebie sięgając po siłę jakiej nikomu przed nim nie udało się posiąść ;)
Pierwszy raz czytając o Hieronimie Berbelku w połowie książki zauważyłem, że się zmienił straszliwie! Wróciłem na początek i porównałem jego zachowanie. Jak całkiem inny człowiek! przez te kilkaset stron, strona po stronie niezauważalnie się zmieniał, zmieniał, aż w końcu stał się sobą sprzed przegranej z Czarnoksiężnikiem...

Trudno mi napisać coś więcej nie zdradzając zbyt dużo fabuły, ale jeszcze raz zapewniam, że to świetna pozycja. Osobiście stwierdziłbym, że obowiązkowa dla fanów fantasy :)